Byliśmy wczoraj, ze znajomymi na Apocalypto. Z racji tego, że nic o nim wcześniej nie czytałem, nie wiedziałem, o czym właściwie będzie (szczerze, spodziewałem się czegoś ciekawszego i lepszego).
Film dość brutalny, ale pewnie tak to wyglądało. Oprócz tego, że osadzony w scenerii Azteków i Majów, to nic specjalnego. Fabuła przewidywalna. Gibson pod płaszczykiem zagłady cywilizacji, pokazuje banalną historię na dodatek uwspółcześnioną w taki sposób, że możemy pomyśleć, "Zaraz, oni się wcale tak wiele od nas nie różnią". Ogólnie film strasznie zamerykanizowany.
Podobała mi się natomiast realizacja. To chyba tyle.
gim.org.pl is down






